Advertisement Section
42 sekund

Pierwotnie rozruch miał być rano. Tak się później podziało, że ostatecznie stanęło na tym, że razem z Kasią wybraliśmy się do Porąbki (Kasia na dodatek testowała pożyczonego od mamy elektryka). Mój Race Lite końcem października odmówił posłuszeństwa i nie chce wkręcać się na większy blat, stąd tym razem wybór padł na stare, poczciwe K-Five, które wróciło w dużym stopniu do specyfikacji MTB (odwróciłem z powrotem mostek, aktualnie znów daje dodatni, a także wróciły terenowe opony).

Wycieczka bardzo testowa – elektryk z kołem 28″ w połączeniu z MTB na kole 26″ i terenową oponą – trochę to bolało, ale dzięki temu mogliśmy posprawdzać niektóre miejsca, w których dawno nie byłem, a zasługują na częstsze odwiedziny.

Ponad to był to pierwszy wyjazd na K-Five od  dobrych… 5 lat.

Previous post Kolejne social-media…?
Next post Naprawić gitarę…