Advertisement Section
51 sekund

Nadeszła „słodka” chwila zmian…

Cieszę się, że w ogóle udało się znaleźć pracę. Gdy spojrzy się przez pryzmat ostatnich miesięcy – wcale nie musiało się udać; media podają, że na pracę trzeba czekać 4-5 miesięcy najmniej. Mnie udało się szybciej…

Miejsce niemal to samo, zmieniła się zasadniczo strona tej samej ulicy. Już nie pracuję w oświacie – ten etap uważam za (tutaj  trudna sprawa, bo jeszcze 2 miesiące temu uważałem inaczej) tymczasowo zamknięty. Nie wiem… może jeszcze kiedyś spróbuję.

W wielokropku pojawiają się (u mnie – zawsze) wątpliwości.
Co było lepsze – praca z dziećmi – żywiołową, żywą materią, niosącą ze sobą coraz większą presję i dokumentacja przynoszona do domu, czy aktualnie – pakowanie elementów wyciskanych i praca zostająca za progiem zakładu, za przyłożoną do czytnika przepustką? Praca 6.00-17.00 na 4 zmiany, czy praca na 3 zmiany w systemie czterobrygadowym ?

Odpowiedź  przyniesie czas. Pewne jest jedno – budowanie kariery na nowo trwa.


Nieśmiało zaczynam myśleć o powrocie na rower – sposobem na zmotywowanie się jest udział w wyzwaniu rowerowym związanym z Powstaniem Warszawskim. Stay tuned… 🙂

Previous post bez satysfakcji…