Advertisement Section
52 sekund

Czasem zdarzają się takie okoliczności, które powodują, że dotychczasowa rutyna musi odejść na dalszy plan. Tym razem padło na kolejny aspekt życia – kibicowanie. Przez ostatnie kilka lat chodziłem oglądać kolarskie biegi przełajowe, gromadzące pewną ilość kolarzy – młodych oraz dorosłych, tzw. Mastersów.

Tym razem musiałem dać za wygraną – choroba dzieci i gorsze samopoczucie małżonki wiązało się z koniecznością pozostania w domu.

Ale dziś mam poczucie, że odbiłem sobie z nawiązką czas choroby.

Pojechaliśmy do Pszczyny do parku. Dzieciaki uradowane; zapakowane rowerki w bagażniku oznaczały jedno – będziemy (a właściwie – będą) jeździć.

Przyjazd do Pszczyny okraszony był kilkoma problemami nawigacyjnymi (skutek dobrej pamięci, ale niestety nie aktualnej), wiążącymi się z przebudowami magistrali kolejowej i zmian w sieci drogowej, ale, na szczęście, nie wydłużyły podróży w nieskończoność (jazda w sumie trwała godzinę…).

Na miejscu Dominik stwierdził, że jeździć nie chce – wybrał piesze zwiedzanie.. Na szczęście Ewelina była nastawiona na jazdę i ostatecznie tylko ona z rodzeństwa jeździła rowerkiem po parku…

I tak spędziliśmy wesołe popołudnie – Ewelina pojeździła, Dominik pospacerował… a My? Odpoczęliśmy od krzyków codziennego dnia…

(cdn)

Previous post Niech ten rok przyniesie wiele pięknych chwil…
Multi-level house of playing cards built on green carpet indoors Next post Domek z kart…