1. Łagów jeszcze raz (czyli suplement po 1,5 tygodnia…) 2. Wyścig po pierwszy(?) tysiąc…

Żałuję kilku spraw, których nie udało się na tym wyjeździe zrealizować: Nie nauczyliśmy się tym razem tego, na czym najbardziej mi zależało, czyli Emmanuela (SDM 2000) i Kocham Cię Panie (2Tm2,3). Ale jak to w życiu bywa- są pozytywy. Mianowicie wieczorek z Morskimi Opowieściami:D i Największym Gazdą😀

Żałuję też faktu, iż nie mogłem pływać. Dziś uważam, że ten lekarz jest jakiś popieprzony… bo specjalista pozwolił mi na wszystko, tylko w zdrowych proporcjach:/ Przez głupotę straciłem coś fajnego…
Zyskałem jednak tyle, iż wreszcie miałem z kim sobie ostro pograć w tym czasie.

Żałuję swojego zachowania wobec niektórych osób. Szczególnie takiego deko kolegialnego, zbyt wyniosłego, suchego, bez emocji… Przepraszam jeszcze raz. Bardzo mi to siedzi w głowie i bardzo potrzebowałem takiego katharsis…

Z innej beczki.

Dzięki ubiegłotygodniowej przejażdżce dziś rano miałem ok. 984 km, więc postanowiłem dobić do „kafla” i wrócić do domu.

P.S. obecnie mam 1008.6km na liczniku (bo mam go od 2007 roku), a poza tym wakacje 2005 z 1200 kilometrami w nogach przez 2 miesiące:P Chyba nigdy nie wrócę do takiej formy…