od[sobot]y[sam]s[obi]e[da]j[ęr]a[dę]

Powinienem na dzień dobry wstawić słowo [masakra] ale to co w sobotę się działo można określić innym wyrażeniem: nieporozumienie bez granic. Dlaczego? Umowa umową, a jeżeli robimy coś po swojemu [nie respektujemy zawartej na forum umowy] to prowadzi to do sytuacji, w której wygląda to tak, że o 8.45 smacznie sobie jeszcze śpię, a o 9.15 gramy turniej. Co zawiodło? Wielokrotnie przeze mnie wskazywany błąd- nie rozmawiamy ze sobą tak jak powinniśmy.

Nie powinienem narzekać, ale co mam zrobić jeżeli traktujemy się byle jak? Im dłużej traktujemy siebie jak zło konieczne to daleko już na tym wózku nie zajedziemy. To drugie miejsce jest tylko dziełem tego, że niektórym lektorom chce się jeszcze grać…

Należy się chyba cieszyć wobec tego z faktu iż przynajmniej na boisku nie było tragedii… No, pomijając to, że zamiast meczowej szóstki była piątka (byliśmy bez rezerwy)…

Gdzie te czasy, gdzie po czerwcowych nabożeństwach zbierała się klika i szła grać na Hejnał? Odeszły bezpowrotnie. Kiedyś Osiedle przyjeżdżało i zgarniało puchary jak leciało, a dziś? Piłka nożna leży [nikomu się już nie chce? nie dziwmy się więc tragedii narodowej reprezentacji] Zastanówmy się jednak nad jeszcze jedną sprawą: dlaczego tak jest i jak długo jeszcze tak pociągniemy?

Odpowiedź jest jedna:

nasz

szef winien podzielić los przegranych. Nie tych z boiska. Tych z życia.

P.S. miałem ostatnio sen pełny sprzeczności…

Brak komentarzy

    1. To był sen zarazem z gatunku przyjemnych (w sensie dosłownym) i obrzydliwych (w sensie przenośnym)…

Leave a Reply