Przeprowadzka

Wykaraskanie się z tym wszystkim- potrzebnym materialnym bytem- nie było trudne. Więcej jakichkolwiek problemów przysporzyło spakowanie >najpotrzebniejszych do przeżycia gratów<. Wieczorem okazało się, że jednak kilku istotnych klamotów nie wziąłem…

Na dworcu widzieliśmy wesoło maszerującego w naszą stronę kolegę, przy czym w tym samym momencie nadjeżdżał autokar bielskiego PKS-u (my czekaliśmy na busa), co diametralnie zmieniło nasze plany- zapakowaliśmy się do niego (wizualnie wydawał się pusty do połowy, a okazało się, że ludzie rozsiedli się jak kapitaliści na państwowym:P

Na chacie szok: kolega wpadł, zostawił plecak, „poszedł coś załatwić” i… tyle go widzieli. Stał się przez to tematem na wczoraj, dziś, jutro…ogółem na cały weekend. Szkoda, że nie został przynajmniej na noc:P bo nudy z budy były i uznałem, że jestem zbyt zmęczony po meczowym wieczorku (Lech-Salzburg 2:0) na to, by słuchać muzyki z baru ze stripteasem (tak, tak, pod nami jest kraina dzikich, diamentowych kobiet parających się przy okazji najstarszym zawodem świata w wersji DeLux)…

[oryginalnie opublikowane na stronie plusqwertyteam.cba.pl]